#marzycielka Gosia Wlaźlak



Kim jest Małgosia Wlaźlak?
Myślę, że przede wszystkim jestem kobietą, która kocha ludzi. Niezmiennie mnie oni fascynują czego wyraz daję w każdej formie swojej aktywności. Lubię o sobie myśleć w kategoriach artystki. Mam dużą wewnętrzną potrzebę dzielenia się swoim sposobem widzenia świata z innymi. Najważniejszym „narzędziem”, które mi w tym pomaga jest moja emocjonalność. Uważam, że jest to najpiękniejszy aspekt naszego człowieczeństwa. To właśnie emocje i ich niezwykłość staram się pokazywać zarówno w fotografii jak i w baśniach, które piszę. Drugą moją fascynacją jest ludzkie ciało. To dzięki niemu się wyrażamy. To ono wyraża jak również zachowuje, niczym pamiętnik, nasze emocje. Co tu dużo mówić… Jestem kobietą zafascynowaną drugim człowiekiem.

Twoje motto?
To ciekawe pytanie. Myślę, że dawno już oddaliłam się od sposobu postrzegania przez pryzmat sentencji. Zdecydowanie bardziej ważne są dla mnie w życiu wartości. A najważniejszą z nich jest Miłość. Dużo uwagi poświęcam temu by wszystko co robię, jak żyję, wynikało z Miłości. Tej do siebie, do innych i tej, którą jestem obdarzana (bo przecież umiejętność dostrzegania tego co otrzymujemy jest nie mniej ważne od dawania jej).

Co sprawia ze czujesz się wyjątkowa?
Nie jestem pewna jak rozumieć wyjątkowość. Tym bardziej swoją. Każdy jest inny, więc i wyjątkowy. To co ja cenię u siebie to mój sposób patrzenia i odczuwania świata. Mam tendencję do odczuwania go intensywnie. Obrazami. Cieleśnie. Emocjonalnie. Lubię tą wielość sposobów również wyrażania tego co czuję. Kiedy piszę, fotografuję czy pracuję z drugi człowiekiem mam wrażenie, że w jakiś sposób dotykam. Pozostawiam niewidzialny ślad swoich palcy i dłoni w przestrzeni. W ten sam sposób świat dotyka mnie, inny ludzie. Pamiętam jak w Amsterdamie poszłam do Narodowego Muzeum na wystawę fotografii Eda van der Elskena. Cały czas noszę ten dotyk w sobie.

Co cie motywuje?
Ciekawość. I bardzo duża potrzeba dzielenia się z innymi oraz współodczuwania z innymi. Kiedy oglądam zdjęcia bardzo lubię gdy któreś z nich wywołują u mnie zazdrość. To taka zazdrość przez którą mówisz sobie „Boże jakie to cudowne. Ja też chcę stworzyć coś tak niezwykłego”. Zawsze wtedy mam całą lawinę pomysłów i obrazów w głowie.
Kiedy zaś pracuję z drugim człowiekiem doświadczam takiego dziwnego wzruszenia. Jakbym miała zaraz się popłakać. To takie dziwne uczucie. Ale kiedy widzę w oczach innych iskrę nic więcej mi nie jest potrzebne. Taki widom wystarcza na długo.
Kiedy piszę…zawsze impuls przychodzi z wewnątrz. Nauczyłam się go słuchać. Nie ignorować. Piszę bo to silna potrzeba. Jeżeli w trakcie czuję „to jest dobre” nic więcej nie jest potrzebne. Później tylko trzeba przełamać nieśmiałość i lęk by się tym z ludźmi podzielić.

Szczęście czy sukces? Jaki jest twój przepis..
Myślę, że w tym co robię sukces jest szczęściem. Czyli kiedy jesteś szczęśliwa z powodu tego co robisz to znaczy, że osiągnęłaś sukces. Tak staram się na to patrzeć. Pamiętać by tak o tym myśleć. Dlaczego? Mam wrażenie, że w obszarach, w których działam jest tak wielu utalentowanych ludzi, że jedyne co Ci pozostaje to szukać szczęścia w tym dla siebie. Czasem ludzie mi gratulują np. wystawy. A przecież ktoś inny w tym czasie robi to samo ale o setny raz więcej lub w bardziej prestiżowym miejscu. Czy to znaczy, że ta wystawa nie jest sukcesem? Myślę, że odpowiedź jest uzależniona od tego czy mnie ona uszczęśliwia czy nie. Może gdy robi się 101 wystawę nie jest to już takie ekscytujące. Ale czy wtedy jest to sukces czy już tylko statystyka?

Wcielasz się w wybrana przez siebie postać. Kim lub czym jesteś?
Na początku chciałam powiedzieć, że koniem. By móc poczuć ten niezwykły pęd w galopie. I to ciało w ruchu. Biec używając czterech nóg. To by było coś. Ale później zobaczyłam drzewo. I tak. Chciałabym zamienić się w drzewo. Doświadczyć zmiany pór roku. Rosnących, powiewających na wietrze i w końcu spadających liści. Takie drzewo zapewne w niezwykły sposób doświadcza czasu. No i ten sposób i akceptacja rzeczywistości taka jaką jest. Samą mnie to zaskoczyło. Ale ten obraz wydaje mi się być niezwykle piękny.

Kim i gdzie będziesz za 5 lat.
Myślę, że za 5 lat będę tą samą osobą co dzisiaj tylko bogatszą o doświadczenie i przemyślenia. Wierzę, że będę nadal poszukiwać. I nadal fascynować się drugiem człowiekiem.

Co powiedziałabyś innym kobietom patrząc na swoje doświadczenie?
Bez wątpienia powiedziałabym im „nie bójcie się realizować podszeptów swojego serca”. Nic nie wychodzi od razu. Po prostu wystarczy skupiać się na każdym kolejnym kroku. To co naprawdę się liczy to to czy idziemy w stronę, którą same sobie wyznaczyłyśmy.

Łódź – za co kocham/ za co nienawidzę…
Nienawiść. Nie ma takiego słowa w moim słowniku. Mogę za to powiedzieć co mi w Łodzi doskwiera. Komunikacja miejska 😉 To wręcz niewiarygodne, że w Łodzi trzeba poświęcić tak wiele czasu na dojechanie do punktu docelowego, który nigdy nie jest oddalony o więcej niż 16 km.
Łódź natomiast jest dla mnie miastem, którego brunatność wydaje mi się poetycka. Fascynuje mnie jej historia. Zwłaszcza jej historyczna wielokulturowość. Jak to mawiała moja babcia „na jednym podwórku bawiły się dzieci rosyjskie, żydowskie i niemieckie i nikomu to nie przeszkadzało”. Czuję, że to miasto bardzo nasiąknięte jest historiami tych ludzi.

Rozwiń dowolnie..”JA kreatywna….”
… Ja kreatywna to taka, której głowa pełna jest pomysłów, które zawsze domagają się realizacji natychmiast ponieważ inaczej odejdą tak samo szybko jako przyszły. Kreatywna bo niezmiennie ciekawa. Ciekawa. Ciekawa.