#miłość według Julity Czerneckiej



Kim jest Julita Czernecka?
Głównie jestem teraz mamą, partnerką, ale też  siostrą, córką i jeszcze wnuczką, synową, przyjaciółką i znajomą, sąsiadką i już wymieniłam większość swoich ról społecznych. Robię różne badania okiem socjologa, pytam ludzi o miłość, związki, wzajemną atrakcyjność, randki przez Internet i to czemu są singlami. Pracuję na Uniwersytecie Łódzkim. Współpracuję jako trenerka też z marką Human Power.  A i jestem kobietą.

Twoje motto?
Idź własną drogą i słuchaj wewnętrznego głosu, idź za głosem serca, bo ono nigdy nie zawodzi. Wszystko, co zrobiłam wbrew swojej intuicji zwykle obróciło się przeciwko mnie.

Co sprawia ze czujesz się wyjątkowa?
Czuję się tak samo wyjątkowa jak wszyscy inni ludzie. Każdy z nas ma swoją niepowtarzalną historię do opowiedzenia, wartą wysłuchania, dostrzeżenia. Swoje problemy i radości, swoją przeszłość i przyszłość.

Co cię motywuje?
To, że życie szybko mija i warto się zawsze skupiać na tym co dla nas najważniejsze. Na bliskich relacjach z tymi, których kochamy, którzy są dla nas ważni. Na byciu sobą. Na dbaniu o to, by cieszyć się chwilą, zdrowiem. Żyć tu i teraz, dostrzegać małe radości.

Szczęście czy sukces? Jaki jest twój przepis..
Szczęście i sukces na ogół kojarzymy z wielkimi rzeczami w naszym życiu. A ja myślę, że i jedno i drugie polega na dostrzeganiu drobiazgów, siebie, „swoich” małych  sukcesów, „swojego” szczęśliwego momentu. Ja staram się dostrzegać dobre rzeczy, radość dziecka, piękną pogodę, dobre wiadomości lub brak złych. Sukcesem jest wystarczająco dobre życie. Te zewnętrze sukcesy potrafią uskrzydlić, dać siłę, ale też zabrać. Różnie z nimi bywa. Bywają przyjemne, ale nie one są w życiu dla mnie najważniejsze. Trzeba mieć szczęście do ludzi, na których trafiamy na swojej drodze, takich wspierających, dających nam cenne lekcje życia. I zauważać swoje sukcesy nie tylko te, które dostrzega  świat, ale te, dla nas ważne i uczyć się o nich mówić. Szczególnie my kobiety zaczynamy dopiero chwalić się pięknie zrobionym przez siebie tortem, nauką na nartach w wieku 40 lat, fajnymi dziećmi.

Wcielasz się w wybrana przez siebie postać. Kim lub czym jesteś?
Była taka scena w „Mistrzu i Małgorzacie”, kiedy Małgorzata dostała dar latania i zaglądała w okna ciekawa  co ludzie robią w swoich domach. Otóż gdybym miała taki dar bycia kimś, to z pewnością chciałabym móc się przenosić w czasie i przestrzeni do różnych epok, do różnych postaci. Mnie fascynuje historia ludzkości, jej różnorodność, zmienność obyczajów, wartości. Najchętniej wcielałabym się w żeńskie postacie. Bardzo chętnie zostałabym wojowniczką Vikingów w VIII w., żoną wodza Indian Dakota w XVIII wieku, nowojorczanką w XIX wieku i dwórką na dworach, chętnie zobaczyłabym się też w roli łodzianki sprzed 150 lat. I chętnie część postaci historycznych tych żeńskich postawiłabym na piedestale, bo ciągle mało wiemy o historiach kobiet, które zmieniały świat tak samo jak mężczyźni.  

Kim i gdzie będziesz za 5 lat.
Chciałabym nadal podążać własną drogą. Być sobie wierną. Zawodowo chciałabym zrealizować nowe badania o rynkach uczuciowych. Napisać poradnik dla singli. Być szczęśliwą mamą i partnerką. I nauczyć się porządnie tańczyć tango argentyńskie i zatańczyć w jednym z naszych pięknych pałaców, bo mało kto wie, że w Łodzi mamy jeden z najlepszych festiwali tanga w Europie.  

Co powiedziałabyś innym kobietom patrząc na swoje doświadczenie?
To trudne pytanie, bo każda z nas ma inną tą swoją drogę, uwarunkowaną odmiennymi doświadczeniami, cechami, czasem są one nieprzekładalne na innych. Myślę, że warto być wierną sobie w tym co się robi, w relacjach z innymi, w pracy zawodowej. Słuchać swojego głosu i za nim podążać. W miłości. W relacjach z innymi. W pracy zawodowej. W pasjach. Być szczerą z samą sobą i czasem zdecydować się na generalne porządki, bo warto je czasem zrobić dla siebie i innych. I pamiętać, że w nas kobietach drzemie potężna siła, mamy moc dawania życia, jesteśmy silne, tylko czasem o tym zapominamy lub w to nie wierzymy.

Łódź – za co kocham/ za co nienawidzę…
Historia Łodzi mnie fascynuje. Uwielbiam oglądać Łódź na starych fotografiach, wyobrażać sobie jak wyglądało tu życie w czasach „Ziemi Obiecanej”. Kocham ją za ludzi, którzy tu mieszkają i są dla mnie ważni. Jestem łodzianką od wielu pokoleń z jednej strony, z drugiej część rodziny pochodzi ze Lwowa, które ma inną energię, też bardzo mi bliską. Łodzi z pewnością kibicuję, uważam, że to dobre miasto do życia, kameralne, inspirujące. Czekam, aż znowu w pełni rozwinie skrzydła. 

Rozwiń dowolnie..”JA kreatywna….”
…to ja uważna na to co mnie otacza, na relacje międzyludzkie i to, co je kształtuje. Moja kreatywność rodzi się z obserwacji innych i z inspirujących rozmów. Jestem kreatywna relacyjnie. Zawsze.