#rado(m)ść Aleksandry Radomskiej



Kim jest Aleksandra Radomska?
Z wykształcenia mgr nauk społecznych – sławetna socjolożka, co to miała pracy nigdy nie mieć, ale jakoś daje radę.
Mama 5,5 latki, żona. Życie sprawiło, że aktualnie wykonuję zawód copywritera – to taki bezpieczny fundament na którym sobie stoję, tańczę I… pajacuję w  internecie. Nazwałabyś mnie pewnie influenserem, ale to trochę wyeksploatowane słowo – jestem nim, ale mój wpływ polega bardziej na wywoływaniu uśmiechu, emocji, refleksji, aniżeli sprzedaży rzeczy i nakręcaniu konsumpcji.

Twoje motto?
“Nie wiem, sprawdzę”

Co sprawia ze czujesz się wyjątkowa?
Nie myślę o sobie w tych kategoriach. Wyjątkowa sugerowałoby, że lepsza, a to absurd. Ot, może większa ze mnie gaduła, mam wyborne poczucie humoru i lekkie pióro – ale to nie czyni ze mnie dinozaura ani nie kwalifikuje do objęcia ochroną.

Co cie motywuje?
Ciekawość. Nienawiść wobec rutyny. Moja córka, której chcę przekazać, ze warto próbować, warto sprawdzać, warto się nawet pomylić.

Szczęście czy sukces? Jaki jest twój przepis..
Szczęście dają mi małe rzeczy, drobiazgi – kawa w ulubionym kubku, wagary w kinie, miły gest. Przepis na szczęście – celebrowanie – wydaje mi się, że jak nie doceniasz drobiazgów, to nie zasługujesz na imponujące rzeczy. Ba, drobiazgi mają według mnie potężną moc!
Sukces? To takie słowo, którym sobie ludzie mordy trochę wycierają, dla mnie pojęcie względne. I sugeruje coś dokonanego, a w życiu ciągle się coś dzieje. Mój sukces to fakt, że patrzę w lustro, zupełnie świadoma wad i błędów I jestem sobie życzliwa, nie podkładam sobie sama nóg, przynajmniej staram. To brzmi dziwnie, powinno być normą, ale myślę, że wiele kobiet tak ma – czuje się swoim własnym wrogiem.

Wcielasz się w wybrana przez siebie postać. Kim lub czym jesteś?
Nie chciałabym być nikim innym. Chyba, że mogłabym dużo spać, to mogę zmienić zdanie.

Kim i gdzie będziesz za 5 lat.
W ogóle nie myślę w tych kategoriach, jestem czarnowidzem I myślenie o przyszłości generuje w  mojej głowie czarne scenariusze. Mój sukces, choć to dziwne, to umiejętność docenienia tu i teraz. Celebrowanie! Tak samo drzemki w telefonie, jak I spaceru. Jednak bez egzaltacji.

Co powiedziałabyś innym kobietom patrząc na swoje doświadczenie?
Płeć nie musi determinować niczego, jeśli sama na to nie pozwolisz.
Walcz ze stereotypami I ograniczeniami – w  swojej głowie przede wszystkim.
Dbaj o siebie – nikt tego nie zrobi za Ciebie.
Jesteś OK taka jaka jesteś.
Graj ze sobą w jednej drużynie, bo z takim wrogiem jak sama Ty nawet zwycięstwo nie sprawi radości.
Słuchaj siebie, a nie jakiejś baby z internetu, która nigdy Cię nie poznała

Łódź – za co kocham/ za co nienawidzę…
Nienawidzę naprawdę niewielu rzeczy/ miejsc / zjawisk. Nie jestem z Łodzi, zamieszkałam tu jak miałam 16 lat I chyba zawsze będę się czuła “dziewczyną z prowincji”. Chyba każdy tak ma, że idealizuje swoje miejsce pochodzenie przez sentyment, ja go wobec Łodzi nie mam, ale za to może “trzeźwiej patrzę” – nie sposób nie docenić tego, jak się zmieniła na przestrzeni 14 lat. Mam tu pracę, mój mąż też, córka dostała się do przedszkola, bez problemu dostaliśmy kredyt, mamy mieszkanie z kątem dla każdego I może to nie willa, a wieżowiec, ale ja nie jestem roszczeniowa i życzeniowa. Doceniam – zgodnie z powiedzeniem – moja podłoga to dla wielu nieosiągalny sufit. Kocham za tą normalność, nieekskluzywną, ale jednak … luksusową

Rozwiń dowolnie..”JA kreatywna….”
… Ja kreatywna zaskakuję samą siebie i z radością odkrywam, że każdy zakręt skrywa coś nowego I o dziwo to nie zawsze kopniak.